2012-05-15 22:14:49 >> 488
Ciekawe, jak to jest, być dla kogoś najważniejszą osobą na świecie.
Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko.
skomentuj (4)
2012-05-15 00:38:10 >> 487
Zmęczenie. Absurdalne. Bo przecież bywało już gorzej.
Przyjęli mnie na studia. Podyplomowe prawo własności intelektualnej na UW.
Długa, gorąca kąpiel. Nic mi się nie chce. Więc mokre od 'niechcenia-się-wycierania' ciało wślizguje się wprost w ciepły szlafrok. W lustrze widzę jak paruję całą powierzchnią skóry... Otulam się tym materiałem na tyle szczelnie, że mogę wyjść na balkon.
Błogosławiony chłód. Pionuje myśli, rozrzedza marzenia, rozluźnia skotłowane emocje.
Szklanka lodowatego mleka. Czuję jak spływa przełykiem do głodnego żołądka.
Nic dzisiaj nie jadłam.
Zapomniałam.
Dopiero teraz poczułam, jak fajnie byłoby zjeść razem kolację...
skomentuj (1)
2012-05-10 19:12:17 >>
486
Są takie dni, kiedy nie chce się wracać do domu.
Kiedy nie chce się słuchać swoich myśli.
Chciałabym przespać snem najpiękniejszym ze wszystkich cały zbliżający się weekend...
skomentuj (2)
2012-05-07 23:59:51 >>
485
Wypcham czymś ten cholerny czas.
Te wszystkie godziny, których wcale nie mam.
Wypcham go po samiusieńkie brzegi.
Wypcham go samą sobą. Przynajmniej będę chciała przyjść na spotkanie.
Miotam się w tych ciasnych kątach moich własnych wyobrażeń. Czasem nawet to lubię. Dzisiaj szukając sobie miejsca w każdym kącie zostawiam fragmenty garderoby. Pogubiłam już ciepłe skarpetki poczucia bezpieczeństwa.
Zapodziały się w zasadzie kilka lat temu, tak zupełnie niepostrzeżenie.
Ja chyba ich w zasadzie nigdy nie miałam. Co oczywiście nie znaczy, że ich ciągle nie szukam.Bo przecież skoro o nich wiem, to gdzieś muszą być. Nie muszą. Mogą. Któregoś dnia może odkopię je spod wielkiej sterty nieodważnych, zapomnianych sukienek odwagi poszukiwań.
Psia mać. Zostawiłam też gdzieś ten ulubiony szal obszyty wiarą w cuda. Ostatnio miałam go na sobie na progu szpitala na Reymonta w Katowicach.
Nie, nie, jeszcze chwilę później, na Francuskiej, też w szpitalu. Zimno było jak cholera. I nie wiem, czy to łzy, czy śnieg topił się na rozognionej od toczących się wydarzeń twarzy.
Była jeszcze taka koszulka. Miałam ją od dzieciństwa, mam w zasadzie. Tylko urosłam trochę i zrobiła się tyci przykusa. Na plecach ma wyszyty najpiękniejszy kwiat naiwności jaki kiedkolwiek widziałam. Ręczna, żmudna robota. Ja ten kwiat czasem nazywam nadzieją. Dlatego jest cały w najpiękniejszych odcieniach zieleni.Kwiaty rzadko bywają zielone. Moje są.
Na Francuskiej w KTW jest taki sklep z herbatami. Kupiłam tam w t e d y zieloną herbatę z kaktusem. Skończyła się dawno temu. A ja ciągle pamiętam tamten smak. Był jak zbawienie, wniebowstąpienie, łaska przenajświętsza złudnego zapomnienia w cholernym zielonym kolorze. Nawet zapakowana była w zieloną, papierową torebkę.
Kątem oka widzę leżący na parapecie pasek, którym czasem przwiązuję w pasie moje spodnie samokontroli. Co dziennie próbuję wyjść bez niego, codziennie okazuje się, że jest na stałe wszyty w każde moje portki.
Szkoda tylko, że mam w nich dziurawe kieszenie. Przez te dziury gubię wszystkie swetry utkane z najcińszych nici chwil srebrzystej beztroski.
Chyba pora na zmianę garderoby.
Mówią, że przyszła wiosna.
Jakiś czas temu.
A ja dalej nie wiem, które buty są odpowiednie na tą niełaskwą pogodę...
skomentuj (0)
2012-05-07 22:48:20 >>
484
Wychodzę, zostaję. Nie potrafię wyjść. Nie chcę.
Nie chcę się dzielić. Nie tym. Nie Nim.
Nie mam wyjścia. Niestety.
Można MIEĆ tylko wtedy kiedy się JEST.
Bo jak wyjdę, to już Go nie będzie.
Takie banalne równanie. Wcale nie równanie.
Chyba, że On stawia znak równości.
Zawsze musi przeważyć na którąś stronę...
Odkładam to na półkę. Myślenie odkładam.
Bo myśli posiekane jakąś absurdalną mieszanką poczucia winy i CHCENIA.
To jak to jest? Mieszkacie razem i nic?
No nic. Koledzy.
Świetnie się razem bawimy, oglądamy filmy, imprezujemy, pijemy piwo, wychodzimy na spacery, śmiejemy się, wyjeżdżamy, czasem nawet pogadamy, czasem nawet jest buziak na dobranoc, nawet nie rozmawiamy poważnie. Mało. Rzadko. Każdy rozmawia z kimś innym.
Mam ochotę wyjść i nie wracać.
Ze stoickim spokojem.
W czwartek urodziny Taty. Chodzę po ścianach. Dlaczego to wszystko nie blednie? Mam za dobrą pamięć.
Rok temu kupiłam mieszkanie w Katowicach. Dokładnie rok temu. W urodziny Taty nie było już terminów u notariusza...
Znowu muszę kupić samochód. Ten sprzedałam. Nowej firmie. Jego firmie.
Do Wawy wróciła Gosia. Moja Gosia. Nie posiadam się ze szczęścia. Wrócił kawałek mojego serca. Tak cholernie się za Nią stęskniłam... Nawet nie sądziłam jak bardzo.
Jutro się spotkamy. Nie widziałam się z Nią ze dwa lata. Albo i lepiej...
Mam ochotę na papierosa...
skomentuj (1)